2008 – KAZACHSTAN, Taraz


Międzynarodowy Festiwal Muzyki Folklorystycznej “Wielki Szlak Jedwabny”.

Michał Król

Zaproszenie na I Międzynarodowy Festiwal Muzyki Folklorystycznej „Wielki Szlak Jedwabny” od Stołecznej Estrady przyszło w trakcie próby generalnej w Teatrze Żydowskim w Warszawie, tuż przed głównym koncertem wiosennym, na zaledwie trzy tygodnie przed rozpoczęciem festiwalu. Za sprawą Aigerim Abdrakhanovej, Kazaszki w naszych szeregach, wizyta w Ambasadzie Kazachstanu przyniosła protektorat państwowej placówki, obietnice wszelkiej pomocy, darmowe wizy i jak się okazało już na miejscu również wiele innych atrakcji. Nasz zespołowy specjalista od biletów lotniczych – Świec, używając chyba wszystkich swoich wdzięków, wynegocjował w biurze Aerosvitu ceny biletów, które udało się w pełni pokryć przez dofinansowanie obiecane przez Stołeczną Estradę.
KazachstanFestiwal odbywał się nieopodal miejscowości Taraz. Dla gości przygotowano miasteczko festiwalowe na samym środku dzikiego stepu. Bacznie chroniony przez „przyjazny i wesoły” policyjny oddział obóz znajdował się 30 km za miastem i liczył sobie 38 jurt, czyli tradycyjnych kazachskich namiotów. W miasteczku zamieszkało 320 uczestników festiwalu z 11 krajów, organizatorzy i rządowi oficjele. Pierwszego dnia obóz odwiedziło kilka ekip telewizyjnych. Potańczyliśmy dla nich, wzniecając tumany kurzu, zaśpiewaliśmy przed kamerami nasz szlagier, „Szła dzieweczka do laseczka” po kazachsku, udzieliliśmy kilku wywiadów i wysłuchaliśmy w zauroczeniu koncertu regionalnego zespołu. Po wieczornych wiadomościach znał już nas cały kraj. Będąc jedynym zespołem z Europy, staliśmy się naturalnym reprezentantem całego Starego Kontynentu, a nasza Aikosza z dnia na dzień urosła do rangi bohatera narodowego, o którego biły się wszystkie telewizje i gazety. Po południu odbyła się 4 kilometrowa parada ulicami miasta zwieńczona dumnym pochodem po murawie stadionu, gdzie odbyła się oficjalna ceremonia otwarcia festiwalu rozmachem przypominająca otwarcie olimpiady, zaś wieczorem zaczęła się integracja. Tutejsi poeci wyśpiewali przy ognisku o urodzie naszych kobiet, chłopcy poznawali lokalną kulturę spożywania mleka z wielbłąda. Odbył się pojedynek „Łososia” i „Łabędzia”. Postronni mówili, że rybka wygrała, ale ja tam wiem, że łabędź złowił serce jednego z naszych. Gdybym miał podsumować wyjazd do Kazachstanu w dwóch słowach powiedziałbym, że „dawało baranem”, ale obawiam się, że treść kryjącą się w tych słowach zrozumieją tylko Ci, którzy tam byli. Chciałbym przeżyć to jeszcze raz.
Kazachstan„Ten wyjazd spadł na nas trochę jak grom z jasnego nieba. Wymagał od wszystkich naprawdę szybkiej reakcji, ponieważ praktycznie dwa tygodnie po otrzymaniu propozycji znaleźliśmy się w jednym z największych państw świata! Na festiwalu stanowiliśmy nie lada atrakcję, byliśmy bowiem jedynym zespołem spoza Azji. Choć większość z nas początkowo sceptycznie podchodziła do pomysłu mieszkania na stepie, to myślę, że dzisiaj nikt z nas nie zamieniłby możliwości spania w prawdziwej jurcie na pokój w hotelu. Co więcej, nigdy nie zapomnę tego stresu – czy uda się naprawić autokar i zdążyć na samolot do Polski, czy nie…? Niewątpliwe, to jeden z najbardziej „egzotycznych” wyjazdów – czy bowiem często mamy okazję jechać pod eskortą policji lub obserwować zza szyb autokaru przejeżdżające obok czołgi?” – Karol Przychodzeń.
Paweł Borowski wspomina: „Wyjazd do Kazachstanu zaliczam do kategorii: „niewiarygodne”. Pojawiające mi się w głowie obrazy wszechstepu, mijającej nas poboczem kolumny czołgów czy podróży przez cały Kazachstan z eskortą policyjną są jak z filmu „Speed” – graniczą z absurdem. Z pewnością wiele z tamtejszych przygód pozostałoby do końca życia w sferze marzeń. Niecodziennie przecież mieszka się w kilkunastoosobowych jurtach w samym środku stepu i występuje na stadionie przed kilkunastotysięczną publicznością. O dziwo, z tamtego wyjazdu zapadła mi także w pamięć degustacja lokalnych trunków z funkcjonariuszami w radiowozie milicyjnym”.