2007 – MAROKO, Meknes


Międzynarodowy Salon Rolnictwa w Meknes

Aleksandra Łuksza

MarokoNasza wyprawa na kontynent afrykański rozpoczęła się od szczęśliwego trafu – nasza zespołowiczka Ala Peresada leciała w jednym samolocie z Konsulem Generalnym Polski w Casablance. Ze znanym sobie uśmiechem opowiedziała Panu Włodzimierzowi Leszczyńskiemu o barwnym oraz wesołym Zespole i przekazała mu kontakt do ówczesnego Zarządu ZPiT SGH. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Wkrótce stanowiliśmy najważniejszy element oprawy artystycznej Międzynarodowego Salonu Rolniczego w Meknes. Jako, że jest to jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w kraju, na powitanie zostaliśmy zaproszeni na kolację z Królem Maroka! Mieliśmy wówczas okazję spróbować najbardziej wyszukanych, regionalnych przysmaków.
To w Maroku, gdy byliśmy eskortowani ze sceny przez policję ochraniającą nas przed wielbicielami słowiańskiej kultury i urody, poznaliśmy prawdziwy smak sławy. Jako ulubiona grupa muzyczna Gubernatora Regionu Meknes (właściciela niezliczonej ilości wielbłądów), zostaliśmy zaproszeni na wycieczkę do „prawdziwego Maroka”, czyli z pałacu mozaiki i luksusu przenieśliśmy się w świat niesłychanego ubóstwa. Po kilku występach, które znakomicie zaznaczyły obecność polskiej delegacji na targach, udaliśmy się do Casablanki, gdzie we współpracy z Konsulatem Generalnym zorganizowaliśmy koncert w teatrze dla marokańskiej Polonii. Na koncert przybyło wiele ważnych osób, m.in. ambasador Polski w Maroku – pani Joanna Wroniecka, a także gubernator Mahamed Fauzi, dr Omar El Hajjami, prezes Marokańskiego Towarzystwa Miłośników Fryderyka Chopina oraz sam pan Włodzimierz Leszczyński – Konsul Generalny.
Jak to wyglądało od kuchni? „Była to pierwsza wyprawa Zespołu samolotem. Na lotnisko jechaliśmy bezpośrednio z koncertu dla władz Uczelni! Pośpiech, taksówki, check-in trupów (pokrowców na stroje ludowe )… i byliśmy na pokładzie LOT-u. Potem wspomnienia sypią się jak z rękawa – opróżnienie zapasów żywieniowo- alkoholowych w samolocie, odsprzedanie Maćka dla Laily, „Polskie Kwiaty” w Casablance, parcie na szkło, któremu każdy prędzej czy później uległ, Rzeszów zatańczony na prywatnej imprezie u Gubernatora, no i oczywiści SilWuPle!” – mówi Ola Łuksza.
A co utkwiło w pamięci Maćka Łukasika: „… spodziewaliśmy się egzotycznej przygody, ale to co nas spotkało, przerosło nasze najśmielsze wyobrażenia. W końcu nie każdy może pochwalić się obecnością na kolacji u króla afrykańskiego kraju. Zabrano nas w rejony dalekie od turystycznych tras. Trafiliśmy do górskiej wioski, gdzie byliśmy goszczeni przez miejscowych. Takich rzeczy nie może zaoferować nawet najlepsze biuro podróży. W zamian oczekiwano od nas tylko tańca…”.